środa, 14 września 2016

Koko koko, kurki spoko!


   Wrzesień to pora na grzyby. Takie prawdziwe grzyby z lasu.

   Dla mnie jedne z bardziej charakterystycznych smaków dają kurki. Małe, żółte grzybki, które robią robotę na patelni.

   Tym razem w wersji full vegan w sosie z mleczka kokosowego.

   Jak pewnie wiecie, jestem zwolennikiem bardzo prostych i szybkich przepisów. Jest tylko jeden wymóg. Muszą być smaczne. Chcesz zmajstrować proste i smaczne danie? To właśnie jest przepis dla Ciebie!

   Składniki:
- około 250g kurek
- cebula
- mała puszka mleczka kokosowego
- koper
- makaron pełnoziarnisty

   Kurki po umyciu podsmażamy z cebulką około 5-7minut. Dodajemy mleczko kokosowe (małe), koper, sól, pieprz, 1/4 łyżeczki curry. Dusimy kilka minut. Mleczko musi być już takie stwardniałe. Jeżeli otworzysz puszkę i nie będzie tam wody, otwórz z drugiej strony, odlej wodę i łyżeczką wygrzeb tylko to gęste.

   Do dania sprawdzi się penne pełnoziarniste. Całość mieszamy i gotowe. :)

   Uwaga, danie znika szybciej niż powstaje!   

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Dlaczego porzucamy dietę?


Ludzki organizm taki już jest, że chce aby mu było dobrze. Lubi jak mu jest ciepło a nie zimno, lubi siedzieć na miękkim a nie twardym, lubi jak serwujemy mu smaczne posiłki. Mechanizmy przetrwania warunkują to co nam smakuje bardziej a co mniej. Naukowcy już dawno odkryli, że nasza głowa reaguje na cukier, tłuszcz czy sól. Niestety wielkie koncerny wykorzystują to bezlitośnie nokautując naszą silną wolę, doprowadzając nas do otyłości a nasze zdrowie do ruiny.

Człowiek lubi uczucie przyjemności. Uczucie to wywołuje na przykład jedzenie. A niektóre jedzenie, specjalnie spreparowane (mówi się o nim "wysoko przetworzone") wywołuje to uczucie mocniej. Człowiek więc świadomie bądź podświadomie dąży do uczucia przyjemności wybierając posiłki sprawiające przyjemność.

Te spreparowane produkty, które mają nam zapewnić przyjemność mają niestety swoje działania niepożądane. Zazwyczaj są one wysokokaloryczne. W dążeniu do szczęścia ładujemy w siebie kalorie, które odkładają się w postaci tkanki tłuszczowej wywołując w nas odczucie niezadowolenia. Aby to niezadowolenie zniwelować sięgamy znowu po coś co poprawi nam humor. Wpadamy w pułapkę z której ciężko się wydostać. Działa to tak samo jak u osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków. Na pewno spotkaliście się z pojęciem „zajadania problemów”.

No ale przychodzi dzień w którym mówimy dość. Przechodzimy na dietę. Eliminujemy te wysokokaloryczne żarcie, które tak bardzo nas pociesza. Rzucamy słodkie czy alkoholowe napoje. Przygotowujemy sobie "pyszną" sałatkę, zjadamy i... i odczuwamy jakąś taką pustkę. Czegoś brakuje. Po ciężkim dniu w pracy czy szkole nie ma tej chwili zadowolenia. Powstaje luka w naszym systemie szczęścia. Z każdym dniem pustka zamienia się w cierpienie. Po kilku dniach rzucamy w cholerę zdrowe jedzenie i wracamy do "szczęścia". Tak upada większość dobrych postanowień.

I co tu zrobić żeby tak nie było?

Wyobraź sobie swoje życie jako wielkie puzzle. Każdy kafelek odpowiada za co innego. Jedne kafelki wywołują strach, inne stres ale są też takie, które wywołują radość i szczęście. Gdy wyjmiemy część puzzli odpowiedzialnych za radość, usuniemy poranną drożdżówkę, wywalimy tłustego kotleta czy wieczorne piwo to po tych wyjętych puzzlach zostaje dziura. Rośnie też przewaga negatywnych puzzli nad dobrymi, stajemy się nieszczęśliwi. A przecież nie chcemy być nieszczęśliwi, prawda?

Aby osiągnąć równowagę w życiu, ułożyć nową układankę musisz uzupełnić brakujące puzzle nowymi. Musisz znaleźć swoje "substytuty szczęścia". Nie odejmuj sobie przyjemności, zastąp je nowymi. Znajdź coś co Cię uszczęśliwia a nie wiąże się z degradacją zdrowia. Lubisz oglądać filmy obejrzyj sobie film zamiast zajadać ciastko. Lubisz sport idź na rower, pobiegać czy na spacer. Lubisz gry, pograj sobie, poczytaj książkę.

Ułóż sobie swoją własną listę przyjemności, które zajmą twój czas, sprawią, że zapomnisz o podjadaniu czy popijaniu. Ze swojej strony polecam sport. Ruch wywołuje endorfiny (hormon szczęścia) a dodatkowo zwiększa wydatek energetyczny organizmu, dzięki czemu szybciej chudniemy. Sport sprawia, że wychodzimy z domu z dala od lodówki. Jeżdżąc na rowerze czy biegając poznajemy okolicę, wzmacniamy swój organizm, układ krwionośny, układ odpornościowy. Wieczorna przejażdżka czy bieg pozwoli nam szybko zasnąć i zregenerować się na nowy dzień.

A gdy uda nam się zrzucić kilogramy zyskamy jeden super puzzel, który nazywa się "satysfakcja". Ten dodatkowy element układanki potrafi być super motywatorem.

wtorek, 28 czerwca 2016

Botwinka nietypowa


Wiem wiem, to już się robi nudne - kolejna odsłona buraka. Ale teraz taka pora na świeżego buraka, a jak wiadomo trzeba jeść to co sezonowe, bo jest najświeższe i ma najwięcej wartości odżywczych. Tak więc zgotowałem takie małe dzieło w postaci zupy botwinki, ale w opcji full vegan.

Składniki:
- 2 pęczki botwinki
- 1 cebula
- kilka ziemniaków
- włoszczyzna
- małe mleczko kokosowe
- curry, sól, pieprz

Na dno dużego garnka wlewam olej i podsmażam drobno pokrojoną cebulkę. Gdy cebula się zeszkli zalewam to wodą i dodaję włoszczyznę. Osobiście lubię wszystkie warzywa z zupy więc siekam drobno selera, pietruszkę i marchewki i gotuję aż powstanie wywar.

Po przygotowaniu wywaru dorzucam pokrojone w kostkę ziemniaki i zalewam mleczkiem kokosowym. Dodaję carry, sól i pieprz. Po około 15 minutach dodajemy świeżo pokrojone buraki i gotujemy około 2 minuty.


Zupa to trochę taki "multi-kulti", ale curry i mleczko kokosowe dodaje jej charakteru.


piątek, 10 czerwca 2016

Vege Schabowe w Wawie


   Kilka dni temu udaliśmy się do miejsca, które zwie się "Lokal Vegan Bistro". Miejsce na Warszawskiej ulicy Kruczej. Kiedyś już tam byliśmy, bo ciekawił nas smak tego wegańskiego schabowego, ale niestety wtedy już "wyszły" i obeszliśmy się smakiem. Teraz się udało...

   Lokal jest średniej wielkości o raczej surowym wystroju. Obsługa jest miła. Wadą miejsca jest duże stężenie stolików, przez co jest trochę ciasno.



   Zamówiliśmy krem z pieczarek i legendarne "schabowe". Krem był smaczny, gęsty i bardzo duży. Schabowe w wiosennej odsłonie z młodymi ziemniakami i mizerią. Nie wiem z czego był zrobiony kotlet, trochę to wyglądało i smakowało jak seitan w panierce. Jest to ciekawa kompozycja, smaczna, ale jak dla mnie nie rewelacyjna w smaku. Jedząc wegańsko bardziej nastawiam się na "zdrowie" potrawy, a zesmażony seitan w panierce w oleju średnio mi podszedł.


   Lokal jest w samym centrum miasta, jak na lokalizację to cenowo wypada bardzo dobrze. Zwiększyłbym tylko rozmiar lemoniady, za 5zł dostajemy małą szklankę a w ciepłe dni to stanowczo za mało. Czy jeszcze kiedyś odwiedzimy LVB? Pewnie tak, jak w "krowie" będą zbyt duże kolejki z chęcią potestujemy inne pozycje z menu. ;)


niedziela, 5 czerwca 2016

Kotlety prawie wołowe


   Kolejny sposób na buraka - buraczane kotlety, mega smaczne. Kotlety możemy użyć do obiadu, do kanapek, do sałatek...

Składniki:
- 4 duże buraki
- szklanka kaszy jaglanej
- 3 ząbki czosnku
- 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
- łyżka siemienia
- 4 łyżki oliwy z oliwek
- natka pietruszki

Przyprawy:
- łyżeczka soli
- świeżo mielony pieprz
- chilli
- tymianek


Surowe buraki trzemy na tarce o dużych oczkach, dodajemy ugotowaną kaszę i wszystkie inne składniki. Mieszamy w misce 3-4 minuty aż uzyskamy jednolitą masę.
Formujemy kotleciki i pieczemy około 30 minut, gotowe :)



poniedziałek, 30 maja 2016

Szparagi z fusilli



Mamy sezon na szparagi, a jak wiadomo najlepiej jeść to co sezonowe i zdrowe. Dzisiaj wyczarowałem jak się okazało smaczne i szybkie szparagowe danie.

Składniki (2 porcje):
- paczka zielonych szparagów
- 200g pełnoziarnistego makaronu fusilli
- mała puszka mleczka kokosowego
- płatki drożdżowe (opcja wegan) 
- ser grana padano (opcje wege)
- łyżeczka kurkumy
- czarny pieprz
- sól do gotowania

Do przygotowania tego dania potrzebujemy dwa garnki i małą patelnię. W garnkach gotujemy szparagi oraz makaron, a na patelni robimy sos serowy.
Szparagi zielone nie wymagają obierania a jedynie odcięcia końcówek, ja odcinałem około 3cm i gotowałem je już pokrojone 10min.

Sos robi się bardzo łatwo - na patelnię wylewamy mleczko kokosowe, dodajemy płatki lub ser, kurkumę oraz pieprz i podgrzewamy około 5min aż zgęstnieje, stale mieszając.

Makaron i szparagi umieszczamy na talerzu, polewamy sosem i gotowe. Szybko i smacznie.

piątek, 27 maja 2016

5 lat na diecie




     To było dokładnie 5 lat temu. W 2011 ważyłem 118kg i miałem kontrolne badania lekarskie do pracy. Lekarz mnie poinformował, że mam nadciśnienie, wyniki krwi odbiegały od normy, generalnie czułem się źle. Dostałem recepty na jakieś leki na nadciśnienie z zaleceniem codziennego łykania. To był ten moment w którym zdałem sobie sprawę, że tak być nie może, że zdrowie to coś cennego o co „dbać trzeba, pielęgnować jak ogród”. Wystraszyłem się słów lekarza, nie chciałem być 30 latkiem, który będzie musiał brać do końca życia jakieś tabletki. Fakt też był taki, że regularnie chorowałem, dotykały mnie jakieś infekcje, rok wcześniej z powodu nowotworu zmarł mój ojciec, po poukładaniu wszystkich tych faktów w odpowiednim porządku miałem bardzo wysoką motywację aby „zmienić swoje życie”. Nie chciałem stosować kolejnej diety cud, tylko zająć się tematem kompleksowo. I teraz żałuję, że wtedy nie udałem się do dobrego dietetyka czy psychodietetyka, skróciłoby to moją drogę do sukcesu.

     Cel miałem jasny, zrzucić balast, który hodowałem latami, na który nie zwracałem tak dużej uwagi. Poczytałem trochę i zdecydowałem się na dietę ketogeniczną, która wg wszelkich źródeł była bardzo skuteczna i wcale nie tak niezdrowa jak niektórzy głosili. Promotorem takiego stylu odżywiania był dr Dukan. Jego zalecenia trochę zmodyfikowałem, dodałem dużo nisko-węglowodanowych warzyw i tak zaczęła się moja przygoda z chudnięciem. Byłem tak zmotywowany, że nie było żadnych wyjątków, żadnego chleba, makaronu, wafelka, keczupu, nic co ma węglowodany. Jedyne źródło węglowodanów w śladowych ilościach dawały mi warzywa. Efekty mnie nakręcały, po 4 miesiącach stanąłem na wadze i zobaczyłem 79,8kg, tak, 39kg mniej. Wtedy pomyślałem sobie - mission complete. Wiedziałem, że z takich diet wysoko białkowych trzeba stopniowo wychodzić, bo organizm jest strasznie wygłodzony i wręcz wrzeszczy aby zjeść jakieś węglowodany. Stan ketozy też nie jest zbyt optymalny dla człowieka, ćwiczyć za bardzo nie można bo nie ma siły, śmierdzi z gęby, ma się zaparcia, nerki zaczynają boleć, generalnie nie jest to nic zdrowego. Ale mnie to nie zrażało, nakręcały mnie liczby na wadze. Po osiągnięciu 79kg zacząłem włączać powoli węglowodany. Po kilku dniach włączanie zamieniło się we wrzucanie, po prostu nie da się powstrzymać od uczucia głodu spowodowanego przerwaną ketozą.

     Wakacje 2011 udało się jeszcze przetrwać z 8-semką z przodu, ale już po wakacjach było 94 kg. Wiedziałem już wtedy, że takie chudnięcie to był błąd, dzisiaj po tych 5 latach wiem, że to był dość duży błąd. Zacząłem interesować się dietetyką, tym co zjadam, jak to działa na organizm. Przeczytałem ponad 30 książek o odżywaniu, o badaniach naukowych. Były to pozycje czasami też głoszące skrajne poglądy takie jak dieta paleo (dieta oparta na głównie na mięsie) czy witarianizm (dieta oparta na niepodgrzanych roślinach). Te 5 lat nauczyły mnie tego, że każdy jest inny, że nie ma jednej recepty dla każdego na zdrowie. Ja sobie miesiącami testowałem różne opcje, doszedłem w końcu do tego, że wykluczyłem z mojej diety produkty mocno przetworzone, dosładzane, oraz mięso. Nadciśnienie zniknęło, wyniki krwi są w normach, samopoczucie się znacznie poprawiło, senność i wieczne zmęczenie odeszło w niepamięć. Waga od wielu miesięcy stoi na 84kg (16% tkanki tłuszczowej). Chodź chciałbym wyglądać trochę inaczej, pozbyć się jeszcze kilku kg tłuszczu to nie jest to już moim obsesyjnym celem.

     Po tych 5 latach jestem pewien, że nasze nawyki żywieniowe nie są już takie jakie wynosi się z rodzinnego domu, jakie przekazuje matka na córkę. Nasze nawyki, są teraz kreowane przez wielkie firmy, które pompują w nas cukier i tłuszcz, które żerują na naszych podstawowych instynktach przetrwania. Ulegamy pokusie łatwo dostępnego i smacznego jedzenia, nie zastanawiając się jak ono na nas wpływa. W starciu z wielkimi laboratoriami badawczymi, z armiami chemików jesteśmy po prostu bezbronni. I to, że ktoś jest otyły czy gruby wcale nie oznacza, że jest głupi czy lekkomyślny. Tak jak wspomniałem, każdy z nas jest inny i w różny sposób reaguje na to co zjada, czasami mamy większe życiowe zmartwienia niż to co kładziemy na talerz, a często po prostu jesteśmy nieświadomi tego co się kryje w danym daniu.


     Dlatego uważam, że każda dieta musi najpierw zacząć się w głowie a dopiero potem w kuchni. Warto najpierw poukładać sobie myśli a potem dopiero siadać do stołu. Jeżeli nie mamy czasu czy chęci na samokształcenie w temacie jedzenia, warto udać się do dobrego dietetyka, będą to jedne z lepiej wydanych pieniędzy w naszym życiu.