piątek, 31 października 2014

Jesień? Chilli dynia!

   Jesień w pełni, na straganach śmieją się i straszą świecące się dynie. Ale te warzywa oprócz walorów wizualnych w dniu dzisiejszym są przede wszystkim świetnym warzywem z którego można zrobić wiele ciekawych potraw.



   Składniki:

- 1/2 małej dyni
- duża cebula
- 150g makaronu pełnoziarnistego penne
- natka pietruszki
- sos sojowy
- curry
- pieprz chilli
- sól

   Danie można zrobić zarówno w garnku jak i na patelni. Cebulę podsmażamy na oleju/oliwie. Gdy się mocno zeszkli wrzucamy pokrojoną w małe kawałki dynię, zalewamy wodą, tak aby kawałki dyni wystawały ponad powierzchnię wody.



   Dynię dusimy z cebulą około 20 minut. Dodajemy przyprawy i ugotowany makaron. Dusimy jeszcze kilka minut, aby makaron "złapał" smak dyni. Obiad gotowy, podajemy z natką pietruszki.




środa, 22 października 2014

Pęczak z kukurydzą


   Kasza pęczak, to bogactwo błonnika, witamin (B1, B2, PP), potasu i żelaza. Pęczak powinien być w naturalnej postaci w nieoczyszczonych ziarnach. Kasza ta doskonale łączy się z innymi składnikami i sosami. Pęczak powinien być gotowany w osolonej wodzie o objętości podwójnej do kaszy.Czyli na jedną szklankę pęczaku gotujemy 2 szklanki wody i gotujemy do czasu aż kasza wciągnie całą wodę.


Składniki:

- szklanka pęczaku
- puszka kukurydzy

- duża cebula
- pęczek natki z pietruszki
- przecier pomidorowy


Przyprawy:

- kurkuma
- chilli
- biały pieprz
- curry
- sól



   Gotujemy pęczak z kurkumą. Na oddzielnej patelni dusimy kukurydzę z cebulą i natką pietruszki. Gdy cebula nam się mocno zeszkli dodajemy pęczak, przecier pomidorowy oraz przyprawy. Całość dusimy kilka minut. Połączenie pęczaku z natką pietruszki smakuje bardzo fajnie, polecam!

piątek, 17 października 2014

Pijane koźlarze


Składniki:

- 5 szt koźlarzy (ja użyłem mrożonych)
- czerwona cebula
- natka pietruszki
- paczka ryżu

Przyprawy:

- kurkuma
- biały pieprz
- sól
- czerwone wino

   Jako, że mamy jesień to grzyby powinny gościć na naszych talerzach świeże. Niestety nie posiadam świeżych grzybów, bo podobno "grzybów nie ma" więc wykorzystałem zamrożony zapas.


   Pokrojone grzyby, natkę i cebulę zalałem czerwonym winem i dusiłem 10 min. W tym czasie ugotowałem ryż z dodatkiem soli i kurkumy. Po podduszeniu grzybów z cebulą dodałem ryż i przyprawiłem. Dodałem łyżkę stołową śmietany, ale weganie oczywiście pomijają ten krok. Bardzo proste, szybkie i smaczne. 


czwartek, 16 października 2014

Książka "Zamień chemię na jedzenie"


   Ostatnio wpadła mi w ręce taka oto książka. Nie jest to pozycja dla wegan ani wegetarian ale w swoim zamiarze publikacja ma nas uświadomić co jemy i dlaczego źle.

   Autorka książki Julita Bator opisuje eksperyment żywnościowy na swojej rodzinie. Eliminuje z diety produkty które zawierają sztuczne dodatki chemiczne i dzięki temu dowodzi, że ona i jej rodzina jest zdrowsza, nie choruje i lepiej się czuje.

   W praktyce jest to jednostronna opinia wyciągnięta na podstawie przeczytanych innych książek i w dużej mierze tekstów ze stron internetowych. Dlaczego jednostronna? Ponieważ autorka kategorycznie ocenia dane fakty jako jednoznacznie dobre albo złe. Czytając zwłaszcza końcowe rozdziały tej książki, miałem wrażenie że autorka wręcz ma chorą obsesję na punkcie wszystkiego co nie istniało 100 lat temu.

   I tak możemy przeczytać, że mięsa są złe bo zwierzęta są hodowane na sztucznych paszach, siedzą w klatkach, podaje im się hormony wzrostu (to akurat prawda). Dobre mięso to takie od zaprzyjaźnionego rolnika. Żadnej wzmianki o szkodliwości białek odzwierzęcych. Najlepszy tłuszcz do smażenia to podobno smalec.

   Warzywa i owoce, same pestycydy trutka w czystej postaci. Najlepsze to takie z małych straganów. To, że pestycydy szkodzą to prawda, ale to, że na małych straganach są zdrowe owoce czy warzywa to już subiektywny osąd autorki. A co z warzywami bez pestycydów które zawierają niezauważalną pleść? Odnoszę wrażenie, że warzywa trzeba uprawiać w szczelnej szklarni (bo przecież zanieczyszczone opady) na oczyszczonej glebie z naturalnym nawozem i podlewane filtrowaną wodą. I nigdy przenigdy nie smażyć nic na teflonowych patelniach i kuchniach elektrycznych.

   Oczywiście książka zawiera bardzo wiele prawdy i pożytecznych informacji ale dla mnie osobiście jest zbyt radykalna i jednostronna. Bo przecież w każdej czynności można dopatrzeć się czegoś niezdrowego i szkodzącego, nawet w oddychaniu. Jeżeli jednak ktoś chce podnieść swoją świadomość na temat dodatków do żywności i jej skali, o trudach zjedzenia czegokolwiek wyprodukowanego naturalnie to polecam tą pozycję.

  Aha, jeszcze jedna rzecz mi się nie spodobała. Obraz mężczyzny i rodziny przedstawiony przez autorkę. Rodzina na której były prowadzone eksperymenty to dzieci, które aby zjadły jakiekolwiek warzywo trzeba im to warzywo "przemycić", zetrzeć i schować w inny produkt albo zmieszać z czymś jadalnym. Mąż to postać o zerowej wiedzy kulinarnej, którą sobie wyobrażam jako faceta, który wchodzi do domu i krzyczy "jeść kobieto" a jak dostanie to marudzi, że "znowu jakiś wynalazek dostał", nie obchodzi go zdrowie ani gotowanie, ma być smaczne. Jeżeli tak jest to współczuję...

poniedziałek, 13 października 2014

Tagliatelle warzywne


   Ryż, kaszę czy makaron warto czasami zastąpić przez warzywa. Dziś wyprodukowałem taki substytut tagliatelle.

Składniki:

- cukinia
- marchewka
- puszka białej fasoli
- cebula
- przecier pomidorowy

Przyprawy:

- sól
- oregano
- bazylia
- pieprz cayenne


   Dużą czerwoną cebulę dusimy na patelni z kawałkami marchewki, cukinii oraz fasolą. Gdy marchew zmięknie dodajemy pokrojone w paski cukinie i marchwie. Pokroić tak warzywa jest bardzo łatwo, wystarczy zwykła obieraczka. Paski będą proste i cienkie idealnie nadające się do końcowego podduszenia.


   Do warzyw dodajemy przecier pomidorowy oraz przyprawy. Oregano, bazylię, sół i pieprz cayenne. Całość dusimy około 3 minuty tak aby cukinia i marchew się nie rozpadła. Po dokładnym wymieszaniu danie jest gotowe.





wtorek, 7 października 2014

Biegacze znowu zablokowali miasto?


   Coraz częściej w mediach pojawiają się komentarze, że biegi uliczne zakłócają życie miasta. Nie wszyscy pracują od poniedziałku do piątku i w weekend siedzą w domu. Miasto żyje i mieszkańcy mają różne potrzeby komunikacyjne, które zakłóca ciągłe bieganie ludzi po ulicach.

   Napiszę w dużym skrócie z punktu widzenia takiego utrudniającego życie innym biegacza, dlaczego takie biegi jednak muszą być w mieście a nie w lesie.

   Pierwsza sprawa to logistyka. Obecne duże biegi w miastach przyciągają po kilkanaście tysięcy osób. Każda z tych osób zazwyczaj zabiera kogoś znajomego kto jej kibicuje bądź pomaga. Organizator niejednokrotnie zatrudnia setki jak nie tysiące osób do obsługi biegu. Robi nam się potężna masa ludzi 30-40 tysięcy osób. Czy ktoś sobie wyobraża w jaki sposób tyle osób miałoby dojechać do wymienianego przez wszystkich lasu? Trzeba by wynająć setki autobusów, które musiałyby do takiego lasu wjechać, bądź w jego bliskie okolice. A ciężarówki ze sprzętem? Dźwigi? Degradacja lasu byłaby potężna. W lasach mieszkają zwierzęta i my jako ludzie musimy uszanować ich terytorium. Gdyby przez taki las przetoczyło się 30 tysięcy osób, setki autobusów i ciężarówek ekosystem lasu byłby poważnie zachwiany.

   Jak mawia stare przysłowie "Sport to zdrowie". Domeną krajów rozwiniętych jest to, że ludzie myślą. Myślą o wszystkim, także o tym aby być zdrowym i nie umrzeć za wcześnie i aby żyć na starość w zdrowiu i cieszyć się życiem. Bieganie czy jazda na rowerze to formy ruchu, które są dostępne praktycznie dla każdego. To formy ruchu, bardzo proste, przystępne i efektywne. Bieganie wzmacnia układ krwionośny, układ kostny, łagodzi stres, zapobiega nowotworom, wzmacnia kości. Teorie, że biegnięcie po asfalcie w mieście "rozwala kolana" i "zapycha płuca" to w większości mity. Ciekawa trasa położona w miejscach gdzie jest duże skupisko ludzi to reklama aktywności. Bieganie po centrum miasta powoduje, że taki bieg jest widoczny, wiele ludzi widzi tysiące uśmiechniętych biegaczy i zaczyna się zastanawiać "a może ja spróbuje". Bieg masowy służy promocji aktywności, którą my jako ludzie musimy stosować aby żyć zdrowo.

   Biegi w mieście to także świetna promocja miasta. Duże maratony przyciągają turystów. Biegacze krążą po całym świecie aby zaliczyć bieg w fajnym kraju, w ładnym mieście. Biegi w Warszawie przyciągają uczestników z ponad 50 krajów świata. To świetna okazja aby zaprezentować jak wygląda miasto. Takie osoby gdy im się to spodoba potem promują nasz kraj u siebie. Czy mielibyśmy tylu gości ze świata gdyby bieg był w lesie czy na polu? Oczywiście, że nie. Stracilibyśmy szansę na promocję. Na całym świecie duże biegi masowe odbywają się w miastach a nie na łąkach czy lasach.

   Media lubią napędzać wojenki pomiędzy różnymi grupami. Piszą, że piesi nienawidzą rowerzystów, kierowcy biegaczy itd... Miasto to jest społeczeństwo, które powinno ze sobą umieć żyć. Biegi masowe odbywają się po ulicach miasta. Ulice miasta są budowane z budżetu miasta. Budżet miasta bierze się z podatków mieszkańców. Wszystkich, tych co jeżdżą samochodami, tych co jeżdżą rowerem, tych co biegają, tych co jeżdżą na rolkach. Skoro wszyscy płacą za ulice to każdy ma prawo z nich korzystać. W większości robią to kierowcy, kilka godzin w miesiącu jest manifestacja "Masa Krytyczna" gdzie tą ulicę zajmują rowerzyści a 4-5 razy w roku kilka godzin wykorzystują ulice biegacze na duży bieg. Na drogach wybudowanych z budżetu państwa a więc z pieniędzy teoretycznie głównie kierowców (podatek w paliwie) nikt biegów nie urządza.

   "No ale ja muszę do pracy dojechać". Najmniej inwazyjnym terminem zabrania drogi samochodom jest weekend albo święto. Nikt nie robi biegu w poniedziałek o 8 rano przez centrum. W Warszawie jest metro którego biegacze nie blokują, są rowery którymi można swobodnie się poruszać. Biegi są tak organizowane aby większość ludzi miała sposobność dojechania w określone miejsce. 

   Popularność biegów masowych pokazuje, że wchodzimy w wyższy poziom cywilizacji. Będziemy zdrowsi. Cieszmy się z tego zamiast narzekać. Miasta są dla ludzi, nie tylko dla samochodów.   

poniedziałek, 6 października 2014

Rozgrzewający krem


   Kolejna odsłona czegoś na rozgrzanie. Krem z pomidorów, marchwi oraz selera.

Składniki:

- puszka pomidorów bez skóry
- przecier pomidorowy
- 4 marchewki
- duży seler
- por
- pietruszka
- cebula

Przyprawy:

- chilli
- pieprz
- sól
- oregano

   Warzywa gotujemy w osolonej wodzie, gdy będą już miękkie wrzucamy do blendera i mielimy na jednolitą masę. Wlewamy z powrotem do wywaru warzywnego i dodajemy przyprawy wg. uznania.

   Krem podałem z ciemnym ryżem oraz płatkami migdałowymi.